xx

16/02/14 Otwarcie
16/02/14 Nowy mod
22/02/14 Wydarzenie:
Burza Śnieżna – link
24/02/14 Odejście moda
26/02/14 Nowy mod
19/04/14 Wydarzenie:
Mecz Hokeja – link
02/07/14 Nowy szablon
07/07/14 Wydarzenie:
Kto zabił? – link
20/07/14 Odejście moda
23/07/14 Nowy mod
29/08/14 Zamknięcie
24/12/15 Reaktywacja
28/12/15 Wydarzenie:
Kolacja wigilijna – link
29/06/15 Nowy nagłówek
09/10/16 Wydarzenie: Deszcz i wichura - link
10/12/16 Wydarzenie: Uratuj święta! - link
04/01/17 Wydarzenie:
Psi zaprzęg - link

Styczeń • Pogoda: -29"C
Nowy Rok chyba nikogo nie zaskoczył, co? Sypie nam od rana do nocy, ale to nic nowego, dla takich twardzieli jak Wy! Podjazdy odśnieżone? Bez obaw, za godzinę znowu będziecie mieli co robić. Czasu na nudę nie ma, dlatego uważajcie, żeby dzieciaki nie zniknęły Wam z oczu w jakiejś zaspie, bo nikomu nie będzie później chciało się ich odkopywać. Z większych newsów to droga do Churchill nadal jest nieprzejezdna, nie wiadomo kiedy uda się usunąć drzewa złamane pod naporem śniegu, więc młody lub młoda… macie jeszcze trochę laby od szkoły! A tak, pogodynka nam się rozchorowała, dlatego z tej strony Chris. Ubierajcie się ciepło i grzejcie w kominkach, bo coś mi mówi, że te wykresy, które ktoś tutaj przyniósł nie wróżą niczego dobrego...


Nowy rok; czas na zmiany,
może z MC zwiążesz plany?
.

27 października 2022

John Mayers

Część I: Młodość

Wiosną rozkwita młoda, nieskalana przez codzienność myśl. Odziana w delikatnych płatkach dziecięcej naiwności – pełna energii i wiary w ludzi fascynacja rodziną i prawdą o Lorne Bay. Jak pękaty kwiat australijskiej banksji, otwiera się w kolorach historii i legend.

Zaczytując się w zapiskach i brudnopisach znalezionych w domu, przeciągając palcami po papierach bibliotecznych kronik, mogłem przez chwilę poczuć się jak mój znany przodek – Thomas Mayers. Mogłem. Na falach wyobraźni poszukiwać skarbu korsarzy i zakopywać go wielokrotnie w odmętach fikcji. Zawsze w innym miejscu. Przed nikim go nie odkryć.

W kątach dobrego (całkiem zamożnego) domu mogłem robić wiele rzeczy. Szukać siebie. Poznawać nowych ludzi. Całować się z Betty na stołówce podczas przerwy na lunch. Grać w szkolnej drużynie krykieta. Pławić się popularnością dzieciaka w kurtce po ojcu. Marzyć o wielkiej karierze sportowca. Nigdy nie zaznać porażki. I myśleć, że Boga to obchodziło.

Nie wiedzieć. Że wieczność historii nie jest ani piękna, ani bogata – potrafi być za to piekielnie bolesna, gdy trafia sztychem szarej codzienności w Ciebie i Twoich bliskich.

Część II: Dojrzałość

Latem słońce przypala skórę nowym strumieniem doświadczeń. Historia dojrzewania, smagnięta pasmem wyzwań, pachnie młodzieńczą werwą i nadzieją na lepszą przyszłość. W ramionach sportowca, kryje się pragnienie zwycięstwa (na boisku i w życiu osobistym).

Przecinając murawę w szybkim pędzie, z ciężarem spojrzeń z widowni trzymanym na ramionach, cieszyłem się sobą. Przez chwilę byłem bogiem uniwersytetu w Sidney Współczesnym Apollem o jasnych oczach, wyrzeźbionym w kruszywie pewności ku czci koleżanek i kilku ładnych kochanek. Byłem. Błyszczącym diamentem grzechu na wirujących nitach świata.

Byłem pasażerem w rozpędzonej karuzeli życia. Byłem, by nieszczęśliwie z niej wypaść. Z chwilą wypuszczenia piłki w przestrzeń dostrzegałem dysonans między odległym marzeniem, a pobliską rzeczywistością. Byłem kimś wielkim i upadłem szybko. Nagle zniknąłem w cieniu innych osób. Rozpadłem się we fleszach studenckich, sportowych talentów.

W wieku zaledwie 22 lat wiedziałem, że coś mi w życiu nie wyszło i czas już wracać – stałem się nikłą materią złożoną z kwantów rozczarowania. Eks-sportowcem, zamkniętym w klatce małego miasteczka.

Część III: Schyłek

Jesienią kruszeją fantazje – jak sypki kurz, opadają warstwą zawodu na suchy ląd. Idea samostanowienia o sobie spotyka się z koniecznością pożycia rodzinnego. Pozorna wolność opasana w nowe obowiązki, z knotem małżeństwa zawiązanym wokół rąk, uciska dumę.

Nigdy nie lubiłem marcowych przedpołudni, ubranych w zbyt gruby prochowiec wymagań. Z rękawem niezadowolenia zaciągniętym na ramiona związku. Nigdy nie lubiłem jej oskarżycielskiego wzroku, gdy widziany w towarzystwie innych pań, pozwalałem sobie na uśmiechy. Nigdy nie wiedziałem, czy kocham ją, czy kocham być kochany.

Nigdy nie byłem też pewien, czy obrałem dobrą drogę. Mogłem skończyć dużo gorzej, niż siedząc na statku wycieczkowca, z dobrze znanymi sobie legendami, ściągniętymi na język (wraz z upływającym czasem opowiadanymi ze znudzeniem). Z historią Lorne Bay wetkniętą między usta. Dla turystów jak Święty Graal, dla mnie jak święty spokój, gdy spytany o pracę, mogłem mówić: „Tak, mam”.

Nigdy nie lubiłem jeszcze jednego: chłodnych nocy sam na sam – tuż po zdradzie, tuż po rozwodzie. I nigdy później, jak wtedy, nie byłem pewny tak mocno tego, że na nie zasłużyłem.

Część IV: Śmierć

Zimą chłodny pas rzeki w falach rdzewiejącej dojrzałości chwyta emocje. Porzucone w prądzie rzeki nikną marzenia, serce między wodami wspomnień pozostawia echo bicia. Nadżarte zębem czasu nadbrzeże, wydziera pustką. Jak samotność rzucona na ląd.

Kiedyś robiłem to na piaskach plaży, w poszyciu traw i z żoną na piętrze podczas baby shower u dobrych znajomych. Siedząc i popijając wino w salonie. W drzwiach wycieczkowca, chłodną nocą, szukając rozgrzania. Kiedyś, mając dwadzieścia parę do trzydziestu paru lat robiłem to z miłą chęcią. Kiedyś robiłem to – żyłem pełnią.

Dziś zapadam się w próżny sen o powrocie. W onirycznej chwili, w sennej uległości pozwalam sobie pochylić się nad nieistniejąca już wizją siebie z kiedyś. Dziś, mając już 36 lat jestem ponurym obserwatorem własnych wyborów. Kulką wściekłości, zamkniętą w ozonie niewypowiedzianych myśli. Dziś jestem zbyt dumny, by mówić o nich głośno.

Dziś zapadam się w tęsknocie za kimś, kim już nie będę. Pozostawiam w sobie blizny i wady; coraz rzadziej ubieram się w zadowolenie. Dziś umierają we mnie wszelkie nadzieje.

wiz: Justice Joslin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz